Pożujmy z naszym koniem

Żucie z ręki – to chyba moje ulubione ćwiczenie i trudno mi uwierzyć, że koń może być przyjemny, rozluźniony i przepuszczalny nie pracując w „żuciu”. Staram się uczyć tego elementu jako jednego z pierwzsych ćwiczeń, ale bardzo często nie jest to takie proste, aby dobrze wykonywać żucie. Po co? Jest to doskonałe ćwiczenie na poszerzenie wykroku, co łatwo można zaobserwować patrząc na tylne nogi wierzchowca. Regularnie wykonywane żucie genialnie wpływa na poprawę „miękkości” konia w kłusie – dzięki niemu wielokrotnie udało mi się w końcu wygodnie usiąść w kłusie ćwiczebnym. No i oczywiście zaokrągla i buduję muskulaturę szyi i całych pleców (w tym bardzo istotnego odcinka lędźwiowego). Pamiętajmy, że generalnie zebranie polega na skróceniu dolnej linii konia (czyli od mostka do pachwiny), a wydłużeniu górnej (od potylicy do ogona). A czym innym jest właśnie żucie, jak nie wydłużeniem szyi i grzbietu tak, aby koniowi… ziemia czekoladą pachniała. Niekiedy określa się jako najbliższy idealnej pozycji głowy i szyi w żuciu jest obrazek konia skubiącego trawę. Żucie – jak to zrobić? Wstępnie należy mieć konia prowadzonego na w miarę przyzwoitym kontakcie (a to oznacza., że od surowego 3-4 latka nie można wymagać prawidłowo wykonywanego żucia!). Poruszamy rękoma przez chwilę naprzemiennie, tak jakbyśmy chcieli ruszyć wędzidło po 1-2 cm raz w jedną, raz w drugą stronę (spróbować „zabujać uszami”). Dalej, natychmiast wysuwamy obie ręce w kierunku pyska (nawet przesadnie, tak, aby wodza zawisła) i z wyczuciem dojeżdżamy łydką, jakbyśmy dopychali konia do tej luźnej wodzy. Poszedł ciut w dół – TO SUPER,TO KLEPIEMY I CIESZYMY SIĘ. Potem znów i znów tak samo. Może się okazać, że koń bardziej schodzi na klepanie i nasze ciepłe słowa aprobaty, niż na nasze pomoce, ale to nic – na początku musimy mu pokazać, że chodzi o to, aby jak najniżej zszedł z głową w dół.

Jak długo potrwa nauka?
Zapewne nie od razu koń zejdzie z głową w dół i tak już zostanie na zawsze. Pamiętajmy, że on musi się odnaleźć w całkiem nowej równowadze. Dla przykładu podam, że jeden koń, będący u mnie w treningu potrzebował całego roku, aby w spokoju, na równym kontakcie szorując nosem po ziemi pokonywał koła i jeszcze po drodze zmieniał kierunki. Ale warto było czekać. No właśnie, aby taka figura była możliwa, należy zwrócić szczególną uwagę na zachowanie kontaktu z pyskiem – tylko wówczas mamy szansę na pewne kierowanie koniem, no i na okrągłą skierowaną ku dołowi szyję i nos – który powinien być wyraźnie skierowany ku przodowi.

Bardzo często jeźdźcy utożsamiają „żucie” z rzuceniem wodzy, co przy braku aktywnej jazdy do przodu i u osobników o pewnej obojętności na czynniki zewnętrzne zaowocuje wiszącym łbem i żadnym pożytkiem z ćwiczenia. A u nerwusa zadartym łbem i ucieczką.

Zasady?
Aby jakieś ćwiczenie wykonywać poprawnie, należy wiedzieć, jakie kryteria dana figura musi spełniać. Minimum do „zaliczenia” żucia to STOPNIOWE opuszczenie głowy tak, aby szpara pyska (mam nadzieję, że zapieniona) znalazła się na linii stawu barkowego konia. Koń zachowuje ten sam rytm i obszerność poruszanego dotychczas chodu. Duża przyjemnością było kiedyś dla mnie kiedyś obserwowanie czołowej rosyjskiej (ale jeżdżącej niemiecką szkołą) zawodniczki – Eleny Kalininy, kiedy robiąc żucie musiała odsuwać obie ręce daleko przed siodło, zamykając dłonie na sprzączkach wodzy!!! Rumakowi wciąż było ich za mało. Kiedy „żujemy”? Bardzo lubię stosować żucie podczas całego rozprężenia – w kłusie, galopie (proponuję spróbować tak pojeździć też w półsiadzie) i stępie. Wtedy bacznie patrzę na linię szyi, aby wychodząc z kłębu płynnie biegła wyłącznie w dół, jak zjeżdżalnia. Dodatkowo, pracując już nad właściwą lekcją, czy elementami, warto wrócić na chwilę do żucia i przez chwilę pouprawiać z koniem stretching. Powodzenia w rozciąganiu 🙂

KOMENTARZE:

– Dziękuję bardzo za ten blog. Bardzo mi pomógł w samodzielnej pracy. Wielki szacunek dla wiedzy i umiejętności klarowenego przekazania
autor: Ola, 2010-06-04 09:58:41

– Ja również przyłączam się do podziękowań i proszę nie przestawać!
autor: Maja, 2011-01-05 11:39:26

– Super blog. Wiele się z niego dowiedziałam. Mam nadzieję, że tak dobre wpisy będą się tu pojawiać dość często!!
autor: Amazonka105, 2013-02-28 21:27:16

Podobne wpisy

  • Głowa w jedną, a ciało w drugą stronę

    2010-02-23 15:31:00 To ćwiczenie, które pomaga wstawić konia na zewnętrzną wodze, a jednocześnie jest dobrą gimnastyką szyi i uniezależnienia pozycji głowy i szyi wobec reszty tułowia. Zaczynamy od jazdy po kole 20m ze zdecydowanie mocniejszym zgięciem głowy i szyi do wewnątrz.Zwracamy uwagę na to czy:– koń jest prowadzony na zewnętrznej wodzy (nie powinniśmy widzieć zewnętrznego…

  • Zwrot na wrażliwość

    Bardzo często, gdy tylko poproszę mojego nowego ucznia, aby zrobił zwrot na przodzie dostaje odpowiedź, że jego koń tego nie potrafi. A jestem pewna że każdy z Was wielokrotnie odwracał swojego konia w stajni naciskając na jego brzuch, albo bok tak żeby obrócił się w drugą stronę. Nagle okazuje się, że większość koni bez problemu…

  • Kochajmy nasze konie

    Tekst ukazał się na łamach kwartalnika Hodowca i Jeździec, jesień 2010. p.t. „Kochajmy nasze konie” Dzięki współpracy TJN ( Towarzystwo Jeździectwa Naturalnego) i nowopowstałego, o doskonałym zapleczu, ośrodka jeździeckiego pod Krakowem – KJKSzary zostało zorganizowane spotkanie niemieckiego autora znanej na końskim rynku książki „ Gdyby konie mogły krzyczeć…” Gerda Hauschmana z polskimi koniarzami. Autor jest…

  • Obyś cudze konie kuł…

    Dwa lata temu dostałam od mojego przyjaciela nietypowy prezent urodzinowy – 4-dniowy kurs podkuwnictwa w Jaszkowie u Pana Antoniego Chłapowskiego. Cóż, pomyślałam wówczas, jadę na urocze wakacje, a przy okazji dowiem się jak kopyto powinno wyglądać, a jak nie – przecież przez 4 dni kuć mnie tam nie nauczą. Zabrałam zatem ładną marynarkę i apaszkę…

  • Hiperoptymizm

    Chcę poruszyć temat, który jest może bardziej związany z teorią psychologii koni, a nie stricte z jeździectwem. O ostatecznym porozumieniu z naszym wierzchowcem decyduje tak wiele czynników, że może warto się poświęcić nieco czasu na próbę odnalezienia nici porozumienia z naszym koniem. Przypomina mi to pewną historię, która wydarzyła się podczas mojej wycieczki do Austrii….